Homilia z 11 XII 2016 r.

Nasze adwenty

Przeżywamy liturgiczny czas adwentu. Kolejny adwent w naszym życiu. Mądrość Kościoła każe nam każdego roku na nowo przeżywać wydarzenia zbawcze, byśmy poczuli się ich częścią. Bo historia zbawienia dokonuje się także teraz, w życiu każdego z nas.

Adwent to znaczy przyjście Pana. On chce przyjść do każdego z nas, zamieszkać w naszych sercach. On chce być prawdziwie Bogiem z nami. To nie tylko wydarzenie historyczne. I nie jest to jedynie zapowiedź Paruzji – powtórnego przyjścia Pana. Pan nadchodzi właśnie teraz.

Dzięki wierze całe nasze życie staje się adwentem, czasem pełnego nadziei oczekiwania i zarazem czasem nawiedzenia, wychodzenia naprzeciw Temu, który nadchodzi.

Różne bywają nasze adwenty – te liturgiczne i te życiowe. Są adwenty pełne radości, adwenty dziecięce, rozświetlone światłem roratnich lampionów i ludzkiej miłości, pachnące choinką i świątecznymi wypiekami. Adwenty szczęśliwych matek noszących pod sercem swe nienarodzone dzieci, oczekujących dnia ich narodzin. Chwile rozjaśnione nadzieją, w świetle której wszystko wydaje się takie proste. Doświadczenia bliskiej obecności Chrystusa, który wysłuchuje modlitw, przychodzi z mocą.

Ale są też adwenty trudne, pełne niepokoju, pulsujące wątpliwościami i rozterkami, brzemienne cierpieniem. Za dwa dni przypada 35 rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Dla tysięcy Polaków, zapewne także dla wielu z nas, to był najtrudniejszy adwent w życiu, naznaczony trwogą i niepewnością jutra.

Jakże często wydaje nam się, że Bóg jest nieobecny, milczy. Jak często towarzyszy nam w życiu lęk, cierpienie. Zastanów się, mówił w jednej ze swych homilii św. Jan Chryzostom, iloma dolegliwościami jest przepełnione życie; przypomnij sobie, ile razy narzekałeś na swój obecny żywot. Rzeczy chylą się ku gorszemu i już na początku zostałeś skazany na niepomierną karę. „W bólu – powiedziano, będziesz rodziła dzieci”, „W pocie oblicza swego będziesz musiał zdobywać pożywienie”; „Na świecie doznacie ucisku”. Czy to także nie jest prawda o naszym życiu?

Niektórzy z was wiedzą, że prowadzę stronę internetową. W jednym z wpisów tam zamieszczonych zauważyłem, że trudno jest wierzyć, trudno kochać Boga w obliczu życiowych dramatów czy niespodziewanej choroby. Kilka dni później pod tekstem pojawił się poruszający, bardzo osobisty komentarz, którego autorką była Zuzanna. Napisała w nim: niespodziewana choroba jest dla nas wielką próba wiary, wiem coś o tym bo właśnie mnie to spotkało … inaczej się modli gdy jest się zdrowym a w obliczu beznadziejnej choroby pyta się Jezusa dlaczego ja i niejednokrotnie płacze w poduszkę. Bywają i takie, bolesne adwenty.

Miał swoje chwile lęku i niepewności również wielki prorok adwentowy Jan Chrzciciel. Także jego wiara została wystawiona na próbę. Uwięziony przez Heroda
za wierność prawdzie, zastanawiał się, czy Ten, którego wskazał nad Jordanem jako Baranka, który gładzi grzech świata, jest rzeczywiście obiecanym Mesjaszem. Wysyła uczniów, by Go zapytali.

Jezus odpowiada Janowi a wraz z nim – wszystkim nam: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie». Jako uczniowie Chrystusa jesteśmy posłani aby iść z orędziem Dobrej Nowiny, budzić nadzieję, świadczyć, że On jest jedynym Zbawicielem świata. Jakże aktualne jest to przesłanie. „Idźcie i głoście” – takie jest hasło obecnego roku duszpasterskiego w Polsce. Po zakończeniu Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia jesteśmy wezwani, by otwierać nasze serca i dzielić się miłosierną miłością z tymi, którzy jej potrzebują. Współczesny świat, tak wrogo nastawiony do Chrystusa i Jego uczniów, w rzeczywistości rozpaczliwie potrzebuje tego świadectwa miłosierdzia i nadziei.

Byśmy mogli wypełnić to zadanie, to powołanie chrześcijańskie, sami potrzebujemy czasu odnowy i szczerego nawrócenia, ożywienia nadziei, która otwiera nasze serca na miłość Chrystusa. Błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie.

Jan nie zwątpiłUmocniony przez Chrystusa, pozostał wierny swemu posłannictwu aż do męczeńskiej śmierci. Jezus zaświadczył o nim: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. Zwróćmy uwagę na to ostatnie zdanie. Czego brakowało Janowi? Co różni go od nas chrześcijan? Jan zobaczył Jezusa, rozpoznał w Nim Zbawiciela, ale nie widział Jego Krzyża, dlatego nie mógł ujrzeć pełnego objawienia Bożej Miłości.

My jesteśmy świadkami tej Miłości. Spotykamy się z nią zawsze, kiedy uczestniczymy w Eucharystii. Krzyż nosimy na szyi, zawieszamy na ścianach naszych domów, szkół, urzędów.

Ten Krzyż jest znakiem Miłości, która gładzi grzech, usuwa niepokój, budzi nadzieję. Ta Miłość jest odpowiedzią na wszystkie nasze trudne adwenty.

Jesteśmy posłani, by nieść to adwentowe orędzie, to światło miłości i nadziei tym, którzy wciąż kroczą w ciemnościach lęku i zwątpienia.

Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: «odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, […]; On sam przychodzi, by was zbawić». Amen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.