Humor żydowski

Muszę się przyznać, że lubię sięgać do skarbnicy humoru żydowskiego. Kiedy czytamy te anegdoty, odsłania się przed nami dawny świat, którego już nie ma. Możemy poznać nie tylko żydowskie poczucie humoru, ale i prawdziwą żydowską mądrość. Anegdoty tu prezentowane pochodzą ze zbiorów „Przy szabasowych świecach” i „Przy szabasowych świecach. Wieczór drugi” autorstwa Horacego Safrina. Zapraszam do lektury.

 

Niesie wieść, że do cadyka z Miropola razu pewnego przybył znany ze skąpstwa bogacz. Rabbi wysłuchał go, a potem wskazał na okno.
– Spójrz no! Co tam widzisz?
– Ludzi! – odpowiedział bogacz.
Wtedy rabbi wskazał zwierciadło i znowu rzekł:
– A spojrzyj no tam! Co widzisz?
– Siebie! – odpowiedział bogacz.
– Otóż to właśnie – rzekł cadyk z Miropola. – W oknie jest szkło i w zwierciadle jest szkło. Lecz szkło zwierciadła jest posrebrzone. Atoli gdy w grę wchodzi srebro, człowiek przestaje dostrzegać innych, widzi tylko siebie…

 

Jakub przystępuje na ulicy do swego konkurenta i pyta gniewnie:
– Czy to prawda, że mówiłeś o mnie, jakobym z wyglądu przypominał małpę?
– Aj, nic podobnego. Pomyliłem cię po prostu z pewnym moim znajomym. Podobni jesteście jak dwie krople wody…

 

Pytają fabrykanta:
– Pański syn ożenił się z miłości czy dla pieniędzy?
Fabrykant zastanawia się chwilę, w końcu mówi:
– Z miłości do pieniędzy.

 

– Tate, co to jest dyplomata?
– Dyplomata to jest taki kupiec, co handluje polityką.

 

Kupiec łódzki w przededniu rozprawy sądowej zmuszony był wyjechać do Krakowa. Prosi więc mecenasa o telegraficzną wiadomość o przebiegu procesu.
Po rozprawie adwokat nadaje depeszę: „Sprawiedliwość zwyciężyła!”
W dwie godziny potem otrzymuje odpowiedź: „Natychmiast wnieś pan apelację!”

 

Sklepikarka Jenta czyta o losach Józefa, którego zawistni bracia pozbawili szat
i zaprzedali w niewolę Madianitom.

– Ach ty, biedna sieroto! – lamentuje. – Że tez można tak krzywdzić rodzonego brata!…
Nagle przypomina sobie, że w ubiegłym roku czytała tę samą biblijną opowieść. Ociera łzy i powiada ze złością:
– Ech ty, bałwanie! Przecież wiedziałeś, co to za ziółka z tych twoich braci… Więc po co zadałeś się z nimi po raz drugi?!

 

W bóżnicy. 
Chasyd wsłuchany w pojękiwania cadyka, modląc się podnosi coraz bardziej głos.
– Słuchaj – szepce mu do ucha najbliższy sąsiad – nie wrzeszcz tak na Pana Boga!
Po dobroci wskórasz więcej…

 

W Trzeciej Rzeszy, po dojściu do władzy Hitlera, nauczyciel pyta małego Abramka:
– Powiedz no, jakiej rasy są Żydzi?
– Semickiej
– Słusznie. A Niemcy?
– Antysemickiej.

 

Czterech młodzieńców żydowskich gra w sześćdziesiąt sześć. Przychodzi kolej na Gecela, który długo się zastanawia, jaką kartę rzucić na stół. Kibicujący naprzeciw niego Abram, niepostrzeżenie dla innych wskazuje ręką na serce. Gecel wychodzi w kiery
i przegrywa. Po skończonej grze zwraca się z pretensjami do przyjaciela:

– Dlaczego wskazałeś na serce?
– Ech ty, niedomyślny człowieku! A co robi serce? Pik, pik, pik…

 

W Nowym Orleanie, w tramwaju siedzi Murzyn i czyta gazetę żydowską. Współpasażer – Żyd klepie go poufale po ramieniu i mówi:
– Mało panu, że jest pan Murzynem?

 

Uszer Gold, handlarz zbożem z małopolskiego miasteczka, zmuszony jest spędzić noc we Lwowie, więc udaje się do hotelu.
– Proszę o pokój dla jednej osoby – zwraca się do portiera.
– Z bieżącą wodą?
– A cóż to ja jestem? Pstrąg?!

 

Dwaj zawodowi swaci, zamieszkali w galicyjskim miasteczku, postanowili – dla uniknięcia konkurencji – zawrzeć spółkę. Ponieważ jeden z nich był mądrzejszy i bardziej elokwentny, a drugi głupszy i mniej wygadany, postanowili, że pierwszy będzie proponował kandydatki i kandydatów do stanu małżeńskiego wymieniając ich zalety,
a drugi zaś będzie wyrażał się o nich w superlatywach. Przychodzą więc do młodego człowieka i swatają mu pannę. Pierwszy zaczyna:

– Ojciec panny pochodzi z arystokracji.
Drugi uzupełnia:
– Co znaczy arystokracja? On się wywodzi od samego Majmonidesa.
– I jest bogaczem.
– Co znaczy bogacz? Rotszyld, jak Boga kocham!
– A panna jest piękna.
– Co znaczy piękna? Wenus!
– I mądra…
– Co znaczy mądra? Arystoteles!
– Ma tylko niewielką wadę…
– Jaką wadę? – pyta zaniepokojony młodzieniec.
– Ona ma taki mały, malutki, maciupeńki garbik…
Wspólnik mu przerywa:
– Co znaczy garbik? Garb jak ta góra Synaj!

 

Cadyka z Ropczycy, gdy był jeszcze chłopcem, spytał jeden z chasydów:
– Dostaniesz guldena, jeśli powiesz, gdzie mieszka Bóg? 
– A ja wam dam dwa guldeny – odrzekł malec – jeśli powiecie, gdzie Pan Bóg
nie mieszka…

 

Do rabina chełmskiego (a Żydzi chełmscy słynęli w tamtym czasie ze szczególnej głupoty) wbiega zapłakana Żydówka. 
– Rabbi! Moje dziecko ciężko choruje! 
– A co mu dolega? 
– Biegunka… 
– Odmawiaj psalmy! 
Po dwóch dniach ta sama kobieta zjawia się w komnacie rabinackiej. Tym razem dziecko trapi uporczywa obstrukcja. 
– Odmawiaj psalmy! – radzi reb Zisel. 
– Ależ rabbi! – protestuje rozpaczliwie matka. – Przecież psalmy wywołują zaparcie! 

 

Lichwiarz chełmski póżnym wieczorem wysyła służącego Lejzora do uporczywego dłużnika.
Słuzący wraca po dwóch godzinach i puka do drzwi kuchni.
– Czy to ty, Lejzor? – pyta kucharka.
Milczenie.
Po upływie dziesięciu minut znowu ktos puka.
– Czy to ty, Lejzor?
Milczenie.
Wczesnym rankiem kucharka otwiera drzwi i rozgląda się podejrzliwie. Lejzor siedzi skulony na podeście schodów, trzęsie się z zimna.
– Czy to ty pukałeś wczoraj w nocy?
– Tak, ja.
– To dlaczego nie odpowiedziałeś na moje pytanie?
– Jak to, nie odpowiedziałem? Przecież ja wyraźnie kiwałem głową!

 

Oprócz żydów chełmskich, w owym czasie słynęła z głupoty pani Róża Pollak z Wiednia. Ona także stała się bohaterką wielu anegdot. Pan Pollak, jej mąż, wyjechał na kurację do uzdrowiska Nauheim. W tym czasie zmarła jego siostra. Pani Róża winna zawiadomić małżonka o nieszczęściu. Upominają ją jednak, aby uczyniła to w sposób bardzo ostrożny, bo mąż choruje na serce. Wysyła przeto do Nauheim depeszę: „Adela lekko zachorowała. Pogrzeb w czwartek”.

 

Ksiądz i rabin spotykają się w przedziale kolejowym. W trakcie rozmowy, utrzymywanej
w przyjaznym tonie, duchowny katolicki częstuje duchownego żydowskiego szynką. Rabin odmawia.

– Zakon zabrania nam jeść wieprzowinę.
Ksiądz mlaska językiem:
– Jaka szkoda! To takie dobre!
Na jednej ze stacji proboszcz wysiada. Rabin żegnając się mówi:
– Proszę pozdrowić szanowną małżonkę!
Duchowny odwraca się:
– Nas księży, obowiązuje celibat. Nie mam żony.
Na to rabin:
– Jaka szkoda! To takie dobre!

 

W chełmskim chederze mełamed egzaminuje małego Chaimka, który w żaden sposób
nie może sobie przypomnieć, jak się nazywają cztery strony świata. 

Nauczyciel wskazuje na ścianę: 
– Uważaj, tam jest północ. Powtórz! 
– Tam jest… północ. 
– A co jest po twojej prawej ręce? 
Chłopcy podpowiadają, Chaimek bełkocze: 
– Ws… chód… 
– A co jest po lewej ręce? 
– Za… zachód… 
– A co jest za tobą? 
Chaimek wybucha płaczem: 
– Za mną siedzi Gecel i kłuje mnie szpilką w tyłek! 

 

Juda Cwajg zaręczył się z posażną panną i ofiarował jej z tej okazji pierścionek
z brylantem. Przezorna oblubienica udała się do jubilera, by oszacował wartość podarku, po czym odesłała pierścionek w małej paczuszce z ostrzegawczym napisem: Uwaga! Szkło!

 

Dwaj chełmianie, Icek i Fajwel, przelatują nad kanałem La Manche. Po drodze Icek wpadł do morza. Fajwel, odczekawszy minutę, trąca w ramię pilota:
– Panie szanowny! Jak się nazywa ta stacja, na której wysiadł Icek?

3 comments

  1. Wspaniała skarbnica wiedy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.