Homilia z 27 IX 2015 r.

Grzech

Drodzy Siostry i Bracia!
Człowiek jako istota wolna może odejść od swego Stwórcy, sprzeniewierzyć się mu. Każdy grzech jest zdradą Pana Boga, odrzuceniem Jego miłości. Jezus zawsze nazywa grzech po imieniu. Ukazuje grzech jako największe zagrożenie dla człowieka, dla jego szczęścia. Jednocześnie wyciąga miłosierną, przebaczającą dłoń do każdego, kto uznaje swój grzech i szczerze za niego żałuje.

Potrzeba nam takiej miłości i takiej wrażliwości na grzech, jaką miał Św. Tomasz z Akwinu, który wyznał kiedyś: „Nigdy nie mogłem pojąć, jak człowiek może spokojnie udawać się na spoczynek mając grzech ciężki na sumieniu”.

Papież Pius XII już ponad pół wieku temu zauważył, że „największym nieszczęściem naszych czasów jest zobojętnienie na grzech i życie w taki sposób, jakby grzechu nie było”. Dziś to zobojętnienie na grzech jest jeszcze większe, urosło do katastrofalnych rozmiarów. Rozmawiałem niedawno ze znajomych księdzem pracującym we Francji. Mówił wiele o tamtejszym Kościele. Powiedział i to, że tam już się prawie nie mówi o grzechu, bo to takie stresujące, trącące średniowieczem.

Jednocześnie grzech wszechobecny we współczesnych mediach pociąga i fascynuje. Grzech się dziś świetnie sprzedaje, choć się go nie nazywa po imieniu.

Ludzie dziś często nie chcą przyjąć prawdy o swojej grzeszności i żyją w grzechu, który ich toczy i zabija, jak niewidoczny rak. Wystarczy spojrzeć na ich twarze. Twarze zawzięte i nienawistne. Twarze smutne i samotne. Twarze o roześmianych pustym śmiechem ustach i rozpaczliwie smutnych oczach.

Widziałem kiedyś człowieka, który nie pozwolił sobie uciąć nogi, w którą wdała się gangrena. Leżał smutny, pozbawiony nadziei, czekając na śmierć. Każdy, kto nie przyjmuje prawdy o swojej grzeszności, wcześniej czy później stanie się podobny do tego umierającego człowieka. Piekło to właśnie stan takiej nieodwracalnej beznadziei i rozpaczy.

Chrystus proponuje nam dzisiaj coś odwrotnego. Uznanie swojej słabości i radykalne zerwanie z tym wszystkim, co jest dla nas powodem do grzechu. „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony”. To mogą być jakieś niebezpieczne znajomości. Przysłowie mówi: „z jakim przestajesz, takim się stajesz”. To może być jakiś niebezpieczny film czy książka. Pewne przyzwyczajenia, które stają się dla nas powodem do grzechu. To może być zbytnie bogactwo, które zaślepia i wbija w pychę, jak to opisuje święty Jakub Apostoł.

Owszem, to odrzucenie zła wymaga trudu i odwagi, ale przykład wspomnianego umierającego na gangrenę człowieka uświadamia nam, że decyzja o amputacji ręki czy nogi zaatakowanej śmiertelną infekcją też nie jest łatwa, a przecież ratująca życie.

Tu chodzi o ratowanie życia nadprzyrodzonego, życia wiecznego. I to nie tylko naszego własnego, ponieważ sami żyjąc w grzechu często dajemy zły przykład innym, zwłaszcza dzieciom. Gorsząc innych stajemy się odpowiedzialni za ich grzech. Widziałem kiedyś małego chłopczyka. Miał może 4 latka. I klął jak szewc. Nie popełnił grzechu, bo nie rozumiał nawet, co mówi. Grzech mają – i to podwójny – jego rodzice, których tylko naśladował. Jakże wielka odpowiedzialność spoczywa na rodzicach i wychowawcach dzieci i młodzieży! Odpowiedzialność za ich wiarę, za ich szczęście, które mogą swym przykładem rozwinąć albo zniszczyć.

To dlatego Jezus jest tak surowy wobec gorszycieli: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze”.

Drodzy Siostry i Bracia!
Bądźmy radykalni w walce ze złem. Świat dziś bardzo potrzebuje tego radykalizmu. Nie dajmy się oszukać współczesnemu swoistemu „marketingowi grzechu”. Nazywajmy grzech po imieniu. Nie pozwólmy, by grzech odebrał nam i naszym bliskim szczęście. Niech nam zawsze towarzyszy przestroga greckiego bajkopisarza Ezopa: „zniszcz ziarna zła, bo wyrośnie i zniszczy ciebie”. Amen.

3 comments

  1. bardzo mądre i budujące są Księdza wpisy:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.