Nauka pasyjna

Świadkowie nadziei wbrew nadziei

Drodzy Czciciele Męki Pańskiej!

Dla arcykapłanów i faryzeuszy, dla tłumu, który na dziedzińcu pałacu Piłata wołał: Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!, dla rzymskich żołnierzy i wszystkich, którzy szydzili
ze Skazańca, śmierć Chrystusa jawiła się jako Jego ostateczna porażka, nieodwołalny koniec sprawy Jezusa z Nazaretu.

Trzeba było wielkiej wiary i miłości, by w tym morzu nienawiści nie zwątpić,
by wśród szyderczych okrzyków tłumu stanąć po stronie Skazańca, okazać Mu współczucie, przynieść, choćby tylko na chwilę, ulgę w cierpieniu.

Tylko nieliczni mieli odwagę w Niego nie zwątpić. Oni nie ugięli się pod presją tłumów,
nie ulękli się arcykapłanów ani żołnierzy prowadzących Jezusa na Golgotę,
by tam dokonać egzekucji. Stali się jasnymi promykami miłości rozświetlającymi ciemną noc nienawiści, zwątpienia i śmierci.

Kim byli ci świadkowie nadziei wbrew nadziei? Spróbujmy wyciągnąć ich z tłumu,
by karmić się ich wiarą, która przetrwała najtrudniejszą próbę.

Najpierw Maryja, Mater Dolorosa – Matka Bolesna. Nie mogło jej zabraknąć
na Krzyżowej Drodze. Do końca podążała za swoim Synem dzieląc z Nim ból Męki, stając się Współodkupicielką. W drodze na Golgotę ich spojrzenia spotkały się tylko
na chwilę. W jej spojrzeniu była matczyna miłość i wiara, że to cierpienie ma sens.

Patrzyła na Niego także wtedy, gdy zawisł na drzewie krzyża. Matka i Syn złączeni miłością silniejszą niż śmierć. Mamy udział w tej miłości, bowiem z wysokości krzyża Jezus uczynił Maryję naszą Matką, Matką Kościoła. Do każdego i każdej z nas Jezus zdaje się mówić z krzyża: Oto Matka twoja. Ona, jak nikt z ludzi, rozumie nasze cierpienia i krzyże. Śpiewamy o tym tak pięknie w popularnej pieśni młodzieżowej:

Jeśli masz chwile smutne w swym życiu
Powierz się Matce.
Kiedy rozpacz rozdziera twe serce
Ofiaruj się Jej.

Matce, która pod krzyżem stała,
Matce, która się z Synem żegnała.
Która uczyć cię będzie pokory,
Cierpienie znieść ci pomoże.

Jest tam Szymon z Cyreny. On wprawdzie przymuszony przez żołnierzy pomógł Jezusowi dźwigać krzyż, ale z pewnością ta chwila służby Zbawicielowi pozostawiła ślad w jego życiu. Tradycja podaje, że jego synowie Rufus i Aleksander oddali życie za wiarę w Chrystusa. Jest zatem Szymon uosobieniem tych wszystkich mężczyzn,
którzy uczciwą, solidną pracą służą Chrystusowi w bliźnich. Swoim przykładem urzeczywistnia prawdę, którą pewien młody czeladnik szewski usłyszał z ust swojej matki: Synu, nigdy nie wiadomo, czy wśród tych ludzi, którym naprawiasz buty, nie ma Jezusa.

Oto przez tłum przedziera się kobieta, przez Tradycję nazywana Weroniką – odważny świadek wiary miłosiernej. Odpycha żołnierza i staje na chwilę przy Skazańcu, by swą chustą otrzeć mu twarz z potu, krwi i kurzu. Drobny gest wielkiej miłości. Jakże wiele on znaczy dla sponiewieranego Zbawiciela. Obdarowany – sam także obdarowuje, choć
nie ma już prawie nic na własność. Na chuście tej dzielnej kobiety Jezus pozostawił odbicie swego Oblicza. Dlatego Weronika reprezentuje tych, wszystkich, którzy, jak św. Brat Albert Chmielowski czy św. Matka Teresa z Kalkuty, poświęcili życie służbie najuboższym, zepchniętym na margines, bezdomnym nędzarzom, w których umieli dostrzec oblicze cierpiącego, poniżonego i odrzuconego Chrystusa. Chusta Weroniki stała się dla wszystkich Jego uczniów ilustracją tego, o czym nauczał: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40).

Są też inne kobiety, które nie boją się okazywać Skazańcowi współczucia. Te bezimienne, które płakały nad Jego cierpieniem, kiedy szedł Drogą Krzyżową. I te,
które razem z Maryją towarzyszą Jezusowi w chwili konania i śmierci: siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. A z nimi – te wszystkie kobiety, które w cichej, wytrwałej modlitwie wypraszają łaski dla swych najbliższych, dla Kościoła, dla świata całego. Te matki płaczące, które jak św. Monika, błagają o nawrócenie swych mężów, synów i córek. O gdybyśmy wiedzieli, jak wiele świat zawdzięcza tym pełnym miłości matczynym modlitwom, ile dusz zostało przez nią uratowanych, nie ustawalibyśmy we wdzięczności wobec tej wrażliwej, wytrwałej wiary kobiecej.

Spoglądając z krzyża, Jezus dostrzega także umiłowanego ucznia, Jana. On jeden spośród Apostołów nie opuścił Go, nie zdradził, nie uciekł. Jego miłość okazała się silniejsza niż lęk. Przeszła zwycięsko tę najtrudniejszą próbę. Odnajdujemy w nim tych wszystkich, którzy tak jak on, całym sercem umiłowali Jezusa. Dla tej miłości żyli. Są wśród nich synowie i córki tej polskiej ziemi: jest św. Królowa Jadwiga, która modląc się przed Czarnym Krucyfiksem na Wawelu usłyszała: Fac, quod vides – czyń, co widzisz; jest św. Siostra Faustyna – Sekretarka Bożego Miłosierdzia, która wyznała w swym Dzienniczku: Jezu, Oblubieńcze mój, Skarbie serca mojego. Ty wiesz, ze Ciebie tylko mam i nie znam innej miłości prócz Ciebie; jest tam największy z rodu Polaków, św. Jan Paweł II, który wołał na początku swego pontyfikatu: Nie lękajcie się. Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!, uczył, że człowieka nie można zrozumieć
bez Chrystusa,
niestrudzenie zdobywał dla Niego ludzkie serca. Jest coś jeszcze,
co łączy papieża Polaka ze św. Janem Apostołem – on też usłyszał testament Jezusa
z krzyża: Oto Matka twoja i wziął Maryję do siebie. Totus Tuus – Cały Twój, Maryjo – to była jego droga życia.

Dobry Łotr, jeden z dwóch ukrzyżowanych razem z Jezusem, to świadek nawrócenia.
W ostatnich chwilach życia rozpoznaje przez wiarę, że Jezus prawdziwie jest Królem
i prosi Go: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. W odpowiedzi słyszy zapewnienie: Dziś ze Mną będziesz w raju. Jego nawrócenie – w ostatnich chwilach życia jest dla nas szkołą wykorzystywania chwili obecnej. Uświadamia nam,
że właśnie teraz jest Boży kairos – czas łaski i zbawienia.

Są wreszcie ci, którzy po śmierci Jezusa otoczyli czcią Jego umęczone Ciało. Jest Józef z Arymatei uczeń Chrystusa, ale ukryty z obawy przed Żydami. Teraz już odważnie przyznaje się do więzi, jaka Go łączy z tym Skazańcem. Udaje się do Piłata z prośbą
o wydanie Ciała Skazańca.. Jest i Nikodem, ten, który kiedyś przyszedł do Jezusa nocą. Zdejmują Ciało Jezusa z krzyża, składają w ramionach Matki, potem razem z niewiastami namaszczają je wonnościami przyniesionymi przez Nikodema, owijają
w płótna i składają w grobie, który Józef wykuł dla siebie w skale. Są jak Tobiasz, który na wygnaniu z narażeniem grzebał ciała swych zabitych rodaków, mimo stanowczego zakazu wydanego przez króla Sennacheryba. Oni wołają o poszanowanie ciała ludzkiego, tak często dziś poniżanego i hańbionego przez grzech. Jak wielka jest godność człowieka, jaką wartość ma ciało ludzkie, skoro Syn Boży także stał się człowiekiem i przyjął Ciało z Maryi Dziewicy, skoro w tym Ciele zmartwychwstał!

Ci świadkowie nadziei wbrew nadziei na stałe wpisali się w dzieje świata, stali się częścią historii zbawienia.

 
Drogie Siostry! Drodzy Bracia!

Tę historię my także tworzymy. Tu jest miejsce dla każdego z nas. Każdy z nas jest powołany do tego, by złączyć swe życie ze Zbawicielem. Zresztą to się już dokonuje
w naszym życiu. Przez sakrament chrztu świętego zostaliśmy wszczepieni w Chrystusa, staliśmy się członkami Jego Mistycznego Ciała – Kościoła. Mamy udział w Jego śmierci
i zmartwychwstaniu.

Ten fundamentalny wybór, dokonany u zarania naszego życia, musi być każdego dnia potwierdzany przez wiarę.

Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę. (J. Liebert)

My także idziemy Drogą Krzyżową. Stajemy wśród tłumu gapiów na Golgocie. Musimy wybierać, wciąż na nowo, po czyjej stronie się opowiemy. Dzisiaj także trzeba odwagi,
by stanąć po stronie Chrystusa. By nie dać się ponieść fali obojętności, nie pójść
na łatwiznę. Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje (Łk 9, 23).

Dzisiaj ty możesz stać się świadkiem Chrystusa ukrzyżowanego, świadkiem nadziei wbrew nadziei. Czy jesteś na to gotowy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.